Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 maja 2013

Pierwiosnek

Już się przyzwyczaiłam, że w naszym domu jest problem z roślinami. Grzanka wszystkie podgryza (oprócz swojej kociej trawki, którą musiałam wyrzucić, bo uschła nietknięta kocim zębem), więc musimy uważać, żeby nie przynosić niczego trującego. To znaczy, że chociaż bardzo lubię tulipany, irysy, żonkile i hiacynty, mogę sobie na nie tylko patrzeć w pracy.


Teraz wiosna już się zaczęła na całego, więc przyszedł czas na porządki. W pracy ostatnio pozbywaliśmy się zniszczonych roślin doniczkowych. Postanowiłam jednego pierwiosnka uratować i przyniosłam go do domu. Grzanka od razu się zainteresowała, zaczęła obwąchiwać i musiałam ją powstrzymywać, żeby nie obgryzała. Chciałam najpierw sprawdzić, czy pierwiosnki nie są trujące dla kotów. No i oczywiście okazało się, że są na liście roślin toksycznych.


Pierwiosnek wylądował więc na zewnętrznym parapecie, żeby Grzanka nie miała do niego dostępu. 
No i został wpisany na listę "kwiatków, których do Grzankowa przynosić nie wolno" ;)

piątek, 21 września 2012

Kwiatowo

Jak wszyscy wiedzą albo się domyślają, od zawsze jestem miłośniczką zwierząt. Mój stosunek do roślinek jest natomiast trochę bardziej skomplikowany. Oczywiście lubię dostawać kwiaty cięte, ale opieka nad roślinami doniczkowymi jest dla mnie zbyt trudna - zapominam podlewać albo podlewam za często. W końcu umierają, a ja stwierdzam, że nie mam serca do roślin.


Traf chciał jednak, że moja pierwsza praca w Londynie to praca kwiaciarki. Dni spędzam więc w Chelsea, sprzedając kwiaty cięte i doniczkowe tzw. londyńskiej "upper class". Robię bukiety i poznaję angielskie nazwy roślin, o których istnieniu nawet wcześniej nie wiedziałam ;) Podobno całkiem nieźle mi idzie. I muszę przyznać - nie spodziewałam się, że ta praca mi się tak bardzo spodoba.


W przeciwieństwie do mnie Grzanka od małego interesuje się kwiatami. Gdy tylko jakieś pojawiają się w jej zasięgu, odczuwa przymus powąchania, a nawet podgryzienia. Wszystkie bukiety, które dostaję, uznaje utomatycznie za swoją własność. 


Ostatnio nawet przyniosłam jej z pracy róże, ale zanim zdążyłam zrobić zdjęcia, pazurki i zęby poszły w ruch i kwiaty były już całkiem niszczone. Dlatego dzisiaj mam dla Was tylko kilka fotek archiwalnych ;)